BLOG

1 sierpień 1940

Pani Jadwiga ma 93 lata i jest bodaj najpiękniejszą prababcią jaką kiedykolwiek widziałam. Srebrne włosy upięte w kok, drobna, pociągła, arystokratyczna twarz pokryta niemal przeźroczystą skórą, przez którą widać naczynka z tętniącą, pełną życia żywą krwią. Jej zdrowie niestety trochę już podupada, ale jej umysł… niebywały!

Pani Jadwiga pamięta swoje dzieciństwo w Warszawie. Piękną przedwojenną Warszawę. Pochodziła z oficerskiej rodziny z tradycjami, jej ojciec i dziadek … każdy z nich miał swoją wojnę. Pani Jadwiga również. Kiedy wybuchło Powstanie miała 17 lat. Pamięta wszystko, każdy szczegół walki, twarze wszystkich przyjaciół, którzy gasnęli jeden po drugim z zadziwiającą szybkością…. Continue reading „1 sierpień 1940”

Zezowate szczęście … SM

Iwona ma 57 lat. Jest prawnikiem i zadbaną, atrakcyjną kobietą. Trzy lata temu udało jej się – po wielu próbach – szczęśliwie wyprowadzić mocno już dorosłego syna do nowego mieszkania i zaznać błogiej radości spokoju. Nie było łatwo ale jest, udało się! W końcu ma mieszkanie całkowicie dla siebie! Po kilku tygodniach euforii i zwycięstwa przyszły jednak dni trudniejsze –  bo chociaż była już dawno po rozwodzie to zaczęło jej czegoś brakować….samotność wymaga nowych planów i wizji …. na siebie, na życie, na długie godziny po pracy. Iwona próbowała. Spotykała się z przyjaciółmi, organizowała obiady weekendowe dla syna i synowej. Chodziła do teatru. Zaczęła bardzo powolutku odnajdywać na nowo sens egzystencji, może nawet zaczęła myśleć o roli babci…?  A jednak życie zgotowało jej inny scenariusz… Rok temu jej syn zasłabł,  pojechał do szpitala. Diagnoza: stwardnienie rozsiane. Szok, niedowierzanie. Po prostu dramat. Od tego czasu Iwona chodzi jak we mgle. Nie ma ochoty jeść, nie może spać, całymi dniami płacze. Straciła już wszelki sens życia. Izoluje się, nie ma ochoty z kimkolwiek rozmawiać, spotykać się z ludźmi. Po co? … nie może już słuchać o cudzym szczęściu, ludzie tak bezwstydnie mówią „wszystko gra”… o dziwo znalazła wspólny język i niewielkie ukojenie w rozmowie z koleżanką z dawnych lat, która jak się okazało zaleczyła niedawno raka… ma też niemały żal do znajomych i przyjaciół, że niezbyt umieją ją wesprzeć….albo pocieszają, mówiąc bez sensu „wszystko będzie dobrze”, albo w ogóle ich nie ma, nie zapraszają nigdzie, nie wiedzą jak i o czym rozmawiać, aby jej nie urazić… Bo w jej głowie stwardnienie rozsiane to wyrok na życie – takie właśnie ma wyobrażenie choroby i nie wie jak sobie z tym poradzić, jak pomóc synowi. I sobie. Nie wie jak ma teraz dalej żyć… bo matka jak rodzi i wychowuje swoje dziecko, z pewnością nie ma w planach , aby dłużej i lepiej od niego żyć, prawda? Co prawda jej syn radzi sobie dobrze – pracuje, ma wsparcie żony, leczy się. Stara się żyć normalnie. 
Jednak  Iwona nie potrafi myśleć pozytywnie… w jej głowie jest tylko myśl o  strasznej chorobie i wizja, że sens jej życia, jej dziecko, może zgasnąć w każdej chwili niczym zapałka na wietrze… Continue reading „Zezowate szczęście … SM”

Homesickness czyli tęsknota za domem

 

Aedryen przyjechał do Polski kilka miesięcy temu z Estonii, awansując na topowe stanowisko w dużej międzynarodowej firmie. Ma 37 lat, młodą, niedawno poślubioną żonę i w zasadzie wszystko o czym dotychczas marzył aby osiągnąć, i do czego dążył. Jednak po kilku tygodniach pobytu w Polsce pojawiły się u niego napady lęku, depresja, niepewność siebie i dnia jutrzejszego, bezsenność oraz nieodparta, obsesyjna wręcz ochota, aby wszystko zostawić i wrócić do domu. Myślenie i mówienie o rodzicach i swoim kraju wywołuje płacz, a wspólne rozmowy przez telefon czy skype nieznacznie tylko pomagają. Zadania w pracy wydają się nie do przebrnięcia, wszystko widzi w czarnych kolorach, poczucie kompetencji leci na łeb na szyję, nie potrafi się niczym cieszyć. do tego bóle głowy i brzucha, brak koncentracji … jednym słowem upragniony wcześniej czas rozwoju, zmian i możliwości zaczyna ciążyć, zmieniając się w jakiś koszmarny sen… 

Continue reading „Homesickness czyli tęsknota za domem”

Sztuka i Ty :-)

… Czyli ciąg dalszy rozważań na temat Do It Yourself (Zrób To Sam) ale w kontekście Sztuki, nawet tej przez duże „S” 🙂 . Czy Tworzenie Sztuki może być narzędziem zmiany w Twoim MIND? A jakże!

Pisałam , że poddając się DIY:  masz poczucie sprawstwa, czerpiesz radość i satysfakcję z samowystarczalności, wzmacniasz swoje zdolności wzrokowo-przestrzenne, wyrażasz własną osobowość , uczysz się nowych rzeczy –  wzmacniasz w mózgu sieci neuronalne, szczególnie w hipokampach, które odpowiadają za pamięć!;  pracując manualne i konstrukcyjnie wzmacniasz przesyłanie informacji międzypółkulowo, odczuwasz mega satysfakcję „bo potrafisz! bo możesz to zrobić sama” ..i kiedy skończysz masz poczucie jakbyś weszła na Mount Everest! Uczysz też  dzieci nie tylko zabawy ale również konretnych  kompetencji, umiejętności a także pokazujesz dzieciom swoje możliwości, zaradność, inicjatywę a one sa przekonane że mama i tata potrafią wszystko 😉 co buduje autorytet.

Jednak istnieje  różnica między DIY a Sztuką. Oczywiście DIY ma konkretny instruktaż i .. wizję końcową. Musisz wykonać pewne procedury i kroki, aby zakończyć daną rzecz według projektu. Natomiast sztuka ma nieograniczone możliwości finalne. Jest różnica, prawda?

Sztuka jest więc ważna w rozwoju umysłowym dzieci ale także Twoim jako człowieka dorosłego.  I nie mam tu na myśli obcowania ze sztuką – oglądania wystaw, słuchania koncertów, czy oglądania przedstawień teatralnych bądź operowych , bo one na pewno obniżają nam poziom stresu, stabilizują nastrój– ale mam na myśli TWORZENIE SZTUKI. Bo to  twóczość jako proces sprawia, że myślimy o sobie dobrze (=endorfiny, dopamina, serotonina), czujemy się też emocjonalnie i społecznie nasyceni. Pójdźmy dalej…

Nie musisz mieć wykształcenia artystycznego, aby pchnąć dziecko w objęcia sztuki i jej dobrych wpływów. Musisz jednak pokazać, że Twój umysł jest otwarty na proces twórczy i kreatywność jak również wzmacniać w sobie i dziecku motywację do uczenia się nowych rzeczy. Bo proces tworzenia sztuki jest procesem o d k r y w a n i a.   W przypadku  DIY jest to proces realizowania planu, więc dla Twojego mózgu i umysłu (MIND) są to zaiste inne aktywności i pobudzenie.

Malowanie obrazu i szycie torebki, robienie karminika dla ptaków i pisanie scenariusza różnią się od siebie prawda? Malowanie obrazu jest czynnością otwartą i  na początku nie jest wiadome jak się skończy, natomiast szycie torebki ma sciśle określony cel a efekt finalny jest znany (patrzysz na wzór, projekt i do niego dążysz). Instrukcja jest z a m k n i ę t a.

W  Zrób to Sam (DIY)  uczysz się tworzenia konkretnej rzeczy, angażujesz procesy poznawcze – wzrokowo-przestrzenne, praksję, konstrukcyjne, etc. Pisałam o tym w DIT a Twój Mózg. Tworzenie sztuki jest skupione na samym procesie, tutaj pozytywne emocje daje już sam moment, proces tworzenia, angażując emocje i wyobraźnię (aktywizowana jest głównie prawa półkula!), jak również podstawowe narzędzia pracy oraz instrukcje  o t w a r t e. 

Ale Twoje dzieci maja jeszcze inne podejście do sztuki niż Ty. Jako dorosły człowiek częściej skupiasz się na procesie twórczym a Twoje dziecko uwielbia zarówno tworzyć jak i  w y t w a r z a ć, czyli bawi je i satysfakcjonuje zarówno efekt finalny (produkt)  jak i proces tworzenia, zabawa – chociaż ważne jest dla nich, aby to co uda im się stworzyc było również ładne i warte Twojego podziwu. 🙂

Sztuka pobudza i rozbudza wyobraźnię, kreatywność i ekspresję.  Rozwija się i wzmacnia p e w n o ś ć  s i e b i e  oraz  s a m o d y s c y p l i n ę. Dzieci  u c z ą  s i ę  i n t e r p r e t o w a ć  świat jak również o b s e r w o w a ć  i odzwierciedlać to, co widzą wokół siebie.  Poznają nowe  możliwości uczenia się różnych rzeczy, m y ś l ą  k r y t y c z n i e,  uczą się r o z w i ą z y w a ć  p r o b l e m y  oraz w y r a ż a ć  s ą d y, uczą się współpracy w grupie i z  innymi grupami, co pomaga im w  b u d o w a n i u  u m i e j ę t n o ś c i   i n t e r p e r s o n a l n y c h, uczą się doceniać pracę innych, oraz  dostrzegac inny punkt widzenia. Wzmacniasz ich inteligencję emocjonalną.   

Reasumując oba procesy:  Oddając się procesom sztuki i rzemiosła  (DIY) aktywizujesz jednocześnie lewą i prawą półkulę mózgu. Lewa półkula jest bardziej linearna, logiczna, sekwencyjna, “poukładana”, aktywowana przez czytanie, matematykę, rozwiązywanie logiczne problemu….. zaś prawa półkula bardziej twórcza, kreatywna, emocjonalna i intuicyjna, trochę “niepoukładana”, aktywowana przez sztyukę, zmysły, muzykę, emocje. Tworzenie zadań, wykonywanie zadań takich, które wymagają współpracy obu pólkul jest dla naszego mózgu niepodważalnie DOBRE, żeby nie powiedzieć niezbędne! To fantastyczne narzędzia dla Twojego Umysłu (MIND).  Musisz wiedzieć jednak czy w danym momencie chcesz budować, wyrażać emocje czy poprawić sobie dobre samopoczucie, aby zaplanować odpowiednio “plan mind therapy” 🙂

Ja uwielbiam nieograniczone możliwości jakie daje nam UCZENIE SIĘ I TWÓRCZA ZMIANA POPRZEZ DZIAŁANIE. Pamiętaj o jeszcze jednym:

uczysz się 10 % tego co PRZECZYTASZ,

20% tego co USŁYSZYSZ;

30% tego co ZOBACZYSZ;

50% tego co USŁYSZYSZ i PRZECZYTASZ oraz 70% tego co OPOWIESZ,

natomiast 90% tego co ZROBISZ

…   i nie odnosi się to jedynie do dzieci, albowiem to jak nauczymy się patrzeć na świat i odbierać oraz interpretowac napływające z niego bodźce  jako dzieci zostaje nam do końca życia i potrzeba wiele wysiłku i pracy, aby później ten wzorzec zmienić, chociaż nie jest to oczywiście zupełnie niemożliwe (mission impossible but doable):-)

W  Mind Shui  jednym z narzędzi do osiągania harmonii i ustanawiania pozytywnej zmiany  jest zarówno Do It Yourself  jak i  Art-ing Out.

Pozdrawiam,

AKK